|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Złoty pierścionek
Ostatnio bywam często w Książnicy. W drodze do miejsca męki mijam sklep jubilerski i wystawy obłożone pierścionkami. Od razu przypominam sobie cały szereg koleżanek z pierścionkami zaręczynowymi i na samą myśl robi mi się nieciekawie. Nienawidzę pierścionków. W ogóle biżuterii nie lubię. Na jaką więc cholerę miałabym się męczyć dla zwykłego symbolu, tradycji utkwionej w umysłach społeczeństwa i biegać z czymś na palcu, co do szału by mnie doprowadzało? Żeby się chwalić, że mnie też ktoś zechciał? Albo obrączki — kupa kasy, a i ja tego nosić nie chcę nad życie, ani tym bardziej mój On. Sama wizja mojego mężczyzny ukochanego z pierścionkiem na palcu wywołuje ciarki okropne, wstręt w duszy i jestestwie całym. Czy w ogóle bierze się śluby bez obrączek? Trochę głupio, ale do cholery, po co mi to kółko obrzydzenie budzące? I w ogóle z jakiej racji mój On miałby mi kupić pierścionek zaręczynowy? On wyda kupę kasy, a ja będę ładnie wyglądała? Nie pasuje mi to w żaden sposób. Jestem w związku skrajnie partnerskim. Jestem gender i odkręcam butelki. Nie mam problemów z gotowaniem, wychodzi mi to całkiem nie najgorzej i wolę zrobić jedzenie sobie i mojemu mężczyźnie, niż umrzeć śmiercią głodową, zanim mój On zrobi mi kanapkę z serem. Krępuje mnie jak mężczyzna za mnie płaci, bo wolę wydać na siebie satysfakcjonującą mnie ilość pieniędzy i nie narażać nikogo innego na koszty, bo z jakiej racji? Mój On także nie widzi innej możliwości, Bogu dzięki. Jako że od dzieciństwa niemal propaguję idee równościowe, z niebotyczną łatwością przychodzi mi realizowanie praktyczne — pierwsze przechodzi w drzwiach to z nas, któremu bliżej, siada to z nas, które jest bardziej zmęczone. Bardzo mi to odpowiada i naprawdę czułabym się źle w każdym innym układzie. Byłoby to po prostu sprzeczne z moimi przekonaniami i naturą. Będziemy nowocześni, postępowi i progender. Nie będziemy nosić
obrączek. Będziemy mieć koty zamiast dzieci i osobne konta w banku. Nie zrobimy
wesela, na które przyjdą ludzie, których nie lubimy albo nie widzieliśmy całe
życie, ale zaprosimy ich, bo łączą nas jakieś więzi pokrewieństwa. Będziemy też żyć długo i szczęśliwe. Bo tak.
piątek, 13 maja 2011, be-ironic
|
Co do samego wesela.. MUSI BYĆ huczne, piękne, na bogato! :) W większości mam zamiar widzieć tam ludzi bliskich, ale zaproszę też Ciotkę, której nie wiedziałam od mojej własnej komunii ;) puentując, mój związek, w większości aspektów również jej partnerski, ale diabelsko inny niż Twój ;)
BUZIAK Gender-Diable ;)