|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Spring Awakening
Jako rasowa czarownica z rodowodem i szeroko rozbudowanymi tradycjami rodzinnymi w tej dziedzinie, wyczarowałam sobie pieniądze. W dniu, w którym pomyślałam, że ogłoszenia liczne gówno mi dały, dostałam szalone zlecenie na kwotę tak dla mnie abstrakcyjną, że aż głupio. Roboty dużo, ale wynagrodzenie jakże znaczne. Poza tym kolejna matura, kolejna praca pisemna, kolejne korepetycje i naprawdę — komu by się chciało robić „w handlu”, skoro ludzie chcą rzucać we mnie pieniędzmi w zamian za wykorzystanie odrobiny mojego intelektu? Szalenie mi to na rękę. Szkoda, że nie jest to stała forma zarobku. Cholerna szkoda. Egzystuję więc tymczasowo między uroczymi terminami, piszę na zaraz-teraz, może i rzeczy mało kreatywne w większości, ale zawsze jest to obcowanie ze słowem pisanym. Pisanym przeze mnie. Dodatkowo, zaczęłam kolejną książkę. Będę kontynuować, jak już zyskam wiedzę teoretyczną. A zyskam ją w tym semestrze. Mój niekwestionowany geniusz pisarski + niekwestionowane zboczenie i geniusz wyobraźni mojego osobistego mężczyzny z pewnością zaowocują dziełem wybitnym. Albo przynajmniej będą motorem napędowym podobnych projektów i dzieł wybitnych w przyszłości, co daje piękne perspektywy mieszkania w czymś nieco powyżej kontenera na kółkach. Dream on. Garderoba uzupełniona. Jest coraz cieplej. Mam koleżanki(sic!). Można by rzec, że generalnie jest całkiem nieźle. Oczywiście poza rzeczami kompletnie normalnymi, takimi jak uczelnia. Oraz sprawą dla mnie bardzo istotną, moim wielkim osobistym zmartwieniem, którym nie mam zamiaru dzielić się z mniej określonym światem. Bardzo ciężko mi o tym nie myśleć i się nie martwić, bo godzi to w moje najbardziej rozwinięte lęki i szalenie mnie dobija. Rozważam kolejny powrót na łono Kościoła(od którego z dnia na dzień coraz bardziej się oddalam), żeby wszystko skończyło się dobrze. Właściwie to musi, nie ma innego wyjścia. Gdyż jestem skazana na wiekuiste szczęście. Rzekłam. poniedziałek, 21 marca 2011, be-ironic
|