|
|
Blog > Komentarze do wpisu
Another Holy War
Szablonowe vendetty irytują mnie coraz bardziej. Już dawno stwierdziłam, że takie ogólnikowe ujadanie na rzeczywistość doskonałe jest dla zbuntowanych gimnazjalistów. Więc jeśli czytam te ckliwe frazesy o ludziach, którzy czują się nierozumiani przez świat, nie mogą znaleźć miejsca w rzeczywistości, nie wiedzą, kim są, czego chcą etc., etc. — śmiech mnie ogarnia. Większość tych dramatycznych lemurów nie wie, co znaczy mieć przejebane życie. Piszą swoje tragedie z finezją sześciolatka, marudzą, żeby marudzić i myślą, że oni jedyni na świecie znajdują się w sytuacjach bez wyjścia. I've got news for you — jesteście w błędzie. Irytuje mnie też niewymownie wielka krucjata przeciwko takim zjawiskom jak dresy czy tępe laski, jak zachowania znane z demotywatorów. I've got another news for you — nie zbawisz świata za pomocą swoich wypisów. Zwłaszcza, jeśli znasz je z internetowych witryn. Zwłaszcza, jeśli nie dotyczą środowiska, w którym się obracasz. A jeśli dotyczą — zmień towarzystwo. To nie fizyka kwantowa. Zaczął mi przeszkadzać fałsz i zakłamanie — przestałam chodzić na party, na których doświadczałam uroczego lizania dupy, a potem te czekoladowe noski obserwowałam jak na swoje „przyjaciółeczki” psy wieszają. Przestałam angażować się w relacje, rozmawiać z ludźmi na siłę, szukać towarzystwa. Przestało mi przeszkadzać, że z nikim nie rozmawiam w tramwaju i na przystanku, bo nie mam ochoty prowadzić dyskusji z ludźmi, których nie lubię, z którymi nie mam wspólnych tematów. (Hej, ukryty komplement w stronę tych, z którymi rozmawiam.) Przestałam wysyłać do wielu z nadzieją, że ktoś odpowie. Przestałam mieć nadzieję, że ktoś zauważy, że jestem smutna i zła — gdy jestem i potrzebuję uwagi, idę do kogoś, żeby mu o tym powiedzieć. Przestałam czekać, aż osoby, na których mi zależy spełnią swoje obietnice i się odezwą. A co za tym idzie — przestało mi na nich zależeć. Jesteś panią/panem(gender!) swego losu, możesz żyć jak chcesz. Możesz usunąć ze swojego życia wszystkie denerwujące cię osoby, oczywiście poza tymi, z którymi pracujesz(jeśli zmienisz pracę, zmienisz ludzi wkurwiających na innych ludzi wkurwiających, nie miejmy złudzeń) lub się uczysz. Brzmi to jak największy banał, ale największe banały mają cholernie dużo prawdy w sobie: Twoje życie jest w Twoich rękach. I tylko twoja sprawa, czy coś z tym zrobisz, czy nie. Bo życie wcale nie jest skomplikowane, jeśli go nie komplikujesz siłę.
wtorek, 28 grudnia 2010, be-ironic
|